Zaproszenie
Wyzwania na szlakach życia to moja codzienność.
Za każdym razem jednak, gdy komuś towarzyszę w drodze, też się uczę.
Mam już tej wiedzy sporo, ale do każdej wyprawy i tak podchodzę z pokorą...
Zawsze wydawało mi się, że najważniejsze jest wyznaczanie sobie w życiu ambitnych, ale realistycznych celów. Do dziś tak uważam. Oczywiście, życie dość szybko nauczyło mnie, że ważniejsze od wyznaczania celów jest ich osiąganie. Nic odkrywczego. Najważniejsza okazuje się jednak harmonia. I to w każdym wymiarze: wewnętrzna, zewnętrzna, psychiczna, fizyczna, emocjonalna, duchowa. To jest cel, do którego mało kto dociera.
A bez tego nawet największy sukces może okazać się porażką.
Dziś moja praca polega właśnie na tym, aby pomagać ambitnym ludziom osiągać własne cele w harmonii z sobą samym, innymi ludźmi, środowiskiem i Bogiem (nawet jeśli go nie uznają, lub właśnie szczególnie wtedy ).
Pracując przez lata w mediach czy na stanowiskach managerskich, zwróciłem uwagę, że kiedy osiągamy jakiś naprawdę wyjątkowy, wielki cel przeważnie osiągamy go z czyjąś pomocą. Nawet jeśli sami nie dostrzegamy lub nie chcemy tego przyznać, to nasz sukces zawsze zawdzięczamy komuś.
I nie umniejsza to ani nam, ani sukcesowi...
Trochę jak z wyprawą w Himalajach. Każdy po zdobyciu szczytu chwali się sukcesem i nikt tego nie kwestionuje. Próżno jednak na zdjęciach z wyprawy szukać na pierwszym planie szerpów.
A niektórzy z nich byli na Mount Evereście kilkanaście razy (rekordzista 21), podczas gdy medialni zdobywcy eksponują przez lata jedno wejście.
I tak właśnie zamarzyło mi się zostać szerpą. Wchodzić wiele razy na szczyt. Nie potrzebuję, żeby ktoś oglądał moje zdjęcia z wyprawy i cmokał z podziwem. Fascynuje mnie w tej pracy-przygodzie to, że każda wyprawa jest inna.
Jedyne, co je łączy to fakt, że nigdy jej powodzenie nie zależy ode mnie. Jak bardzo bym nie chciał, to sukces lub porażka zależą od głównego organizatora. Każdy z tych „himalaistów” życiowych ma inny ekwipunek, inaczej jest przygotowany kondycyjnie, inne ma warunki fizyczne i psychiczne. I wreszcie inną motywację. Tylko ja mam zawsze tę samą: aby on odniósł sukces. Bo od jego sukcesu zależy mój.
Dlatego tak chętnie pracuję z ludźmi, którzy stawiają pierwsze kroki na stanowiskach managerskich. Oni jeszcze nie wiedzą, że na pewnych wysokościach powietrze jest naprawdę rzadkie i brakuje tlenu, że łatwo o halucynacje.
Dlatego też chętnie pracuję z małżeństwami, które w pośpiechu i w sandałach chciały wbiec na szczyt, który z daleka i na pocztówkach wyglądał malowniczo i zachęcająco. Nikt ich nie uprzedził, że to poważna podróż obliczona na całe życie.
Wyzwania na tych szlakach to moja codzienność. Za każdym razem jednak, gdy komuś towarzyszę w drodze, też się uczę. Mam już tej wiedzy sporo, ale do każdej wyprawy i tak podchodzę z pokorą
Wincenty Pipka
W czym mogę pomóc?
Głoszę konferencje, prowadzę debaty oraz wykłady, a także organizuję rekolekcje dla mężczyzn i rodzin. Moim celem jest wspieranie małżeństw poprzez prowadzenie kursów, które pomagają w budowaniu silnych relacji.
Oferuję również pomoc rodzicom w wychowaniu dzieci, aby mogli oni skutecznie i z radością pełnić swoje obowiązki.
Prowadzenie ważnych spotkań i konferencji (z dowcipem i humorem) sprawia mi ogromną przyjemność, co pozwala na stworzenie przyjaznej atmosfery sprzyjającej otwartej dyskusji i wymianie myśli.